poniedziałek, 23 stycznia 2017

Maybelline, the falsies Push Up Drama mascara

W kwestii drogeryjnych maskar swojego ulubieńca, Lash Sensational, znalazłam w szafie Maybelline. Poza tym lubię również ich Colossal Volum' Express, a i One by One nie jest najgorsza... Z chęcią więc chwyciłam do testów Push Up Drama, bez wcześniejszego rozeznania. Duży błąd.


Pierwsze złe przeczucie tknęło mnie, kiedy zobaczyłam szczoteczkę. Tak rzadko rozstawione wypustki plus mokrawa formuła kontra moje krótkie, rzadkie rzęsy? To się nie mogło udać... No i się nie udało. Dodam jeszcze, że na czubku spiralki oczywiście gromadzi się nasz natrętny przyjaciel glutek. Za każdym razem. Bez chusteczki w podorędziu nie ma co podchodzić. Tyle dobrego, że maskara nie ma raczej tendencji do osypywania i rozmazywania się.


Powyższe zdjęcia pokazują, jaki efekt daje szczoteczka z rzadko ułożonymi ząbkami - nie ma rozdzielenia rzęs, a wręcz przeciwnie - w równych odstępach mamy grupki rzęs sklejonych. Może i wygląda to trochę rockowo, trochę buntowniczo, ale mnie ten efekt się nie podoba. Ja wolę kiedy rzęsy są rozdzielone, pogrubione, wydłużone i podkręcone bez użycia zalotki, a nie zbite w strączki. 


Naprawdę, lepiej te 38 zł zainwestować w Lash Sensational. No chyba że komuś podoba się efekt Push Up Dramy, ale sama widziałam jedynie negatywne opinie. I o co chodzi z tym The Falsies? Tym tuszem nie da się uzyskać efektu sztucznych rzęs!

sobota, 21 stycznia 2017

ORLY, Front Page & Gossip Girl

Lakiery pochodzą z zestawu czterech miniatur (5,3 ml każda) ORLY z kolekcji Infamous, który dorwałam w TK Maxx za 7,99 funtów.

Kolor: Front Page to straszny brzydal i najsłabsze ogniwo zestawu - perłowy szampan; Gossip Girl to złoto-czerwony glitter w bezbarwnej bazie
Konsystencja: FP - rzadka; GG - w sam raz
Pędzelek: wąski i mały
Krycie: FP wymaga trzech warstw to pełnego krycia; GG - zależy, jaki chcemy uzyskać efekt na paznokciach
Wysychanie: nie testowałam, użyłam wysuszacza (Insta-Dri od Sally Hansen)
Trwałość: na moich miękkich paznokciach pierwsze odpryski pojawiły się drugiego dnia po aplikacji

Nie zwracajcie uwagi na skórki; zima i sezon grzejnikowy mimo ustawicznego smarowania zupełnie im nie służą.



This  pair comes from a four-piece set from Infamous collection by ORLY, which I bought in Tk Maxx for £7.99.


Colour: Front Page - champagne with ugly pearl finish; Gossip Girl - gold and red glitter in a clear base
Consistency:FP - thin; GG - just roght
Brush: small and narrow but manageable
Opacity: FP - requires 3 coats; GG - depends on what end result you want to achieve
Drying time: not tested (I used Sally Hansen's Insta-Dri quick dry top coat)
Durability: only 2 days on my soft nails

czwartek, 19 stycznia 2017

Sesderma, Azelac RU, Facial Liposomal Serum, depigmenting (serum depigmentacyjne z retinolem i kwasem azaleinowym)

Oprócz delikatnych, uroczych piegów, które pojawiają się u mnie głównie latem, mam na policzku denerwującą brązowawą plamkę pigmentacyjną, stanowiącą niechcianą pamiątkę po ciąży. A poza nią - czerwonawe i fioletowawe przebarwienia po wypryskach. Dodajmy do tego mój wiek (30 lat) i już wiemy, czemu Hexxana sprezentowała mi serum depigmentacyjne z cenionymi składnikami przeciwstarzeniowymi (m. in. retinolem, lecytyną, kwasem azaleinowym, glukozydem askorbylu, niacyną, kwasem glicyretynowym, diacetyl boldine i innymi). W ogóle skład produktu wygląda dla mnie - laika - bardzo ciekawie. Nie jest to kosmetyk naturalny, ale za to pełnymi garściami korzysta ze starannie przebadanych, wyselekcjonowanych i wysoce skutecznych substancji.


Kosmetyk ma postać żółtawego, lekkiego mleczka i pachnie kwiatowo. Nabiera się go za pomocą pipety, która w tym konkretnym przypadku za każdym razem nabierała inną objętościowo porcję produktu, więc czasem musiałam go sobie dobierać. 30 ml wystarczyło mi na około dwa miesiące stosowania na noc. Oczywiście korzystając z kuracji z retinolem na dzień nie zapomniałam o aplikowaniu filtra przeciwsłonecznego.

Serum dość szybko się wchłania, a po zaabsorbowaniu go przez skórę zawsze odczuwałam lekkie ściągnięcie naskórka, które niwelowała aplikacja kremu nawilżającego. Natomiast żadne podrażnienia, reakcje alergiczne, czy łuszczenie u mnie nie  nastąpiło.


Co z działaniem? Na temat skuteczności produktu w profilaktyce przeciwzmarszczkowej wypowiedzieć się nie da, bo takich rzeczy gołym okiem nie zobaczymy, natomiast skład daje realne nadzieje na pożądane efekty. Co do działania depigmentacyjnego, to moja plamka i stare, głębokie blizny powypryskowe zostały przez serum nieruszone, za to te nowe (zawsze jakiś tam wyprysk w okolicach okresu się pojawi) znikały szybko i bez śladu. Poza tym koloryt skóry rzeczywiście nieco się wyrównał. Podsumować serum Sesdermy mogę tak - działa, ale bardzo delikatnie i potrzebuje czasu. W moim przypadku nie daje takiego efektu wow, jak sera z wysokim stężeniem witaminy C, które na moją skórę działają niemal od razu i powodują rewolucyjne wręcz zmiany w jej wizualnym stanie (mam tu głównie na myśli serum Filorgii i LIQ CC). Cóż, dla niektórych objawienie to retinol i kwas azaleinowy, a dla innych (w tym mnie) - stara, dobra, szalenie skuteczna witamina C. Natomiast poznać propozycję Sesdermy było warto, chociażby w ramach eksperymentu i żeby przekonać się, co moja skóra lubi, a co mogę sobie darować.

wtorek, 17 stycznia 2017

Jestem na nie: Golden Rose, Dream Lips Lipliner, 516 (porównanie z konturówkami Essence)

Na pewno spora część z Was zna fantastyczne, tanie jak barszcz konturówki do ust Essence. Sama o swoich pięciu sztukach pisałam tutaj. Nadal bardzo je lubię. A ponieważ dzięki uprzejmości Magdaleny na mojej toaletce zamieszkał podobny produkt z Golden Rose, nie sposób ich ze sobą nie porównać.

Gwoli przypomnienia, kredki Essence mają obudowę korespondującą z odcieniem sztyftu, a w przypadku Golden Rose rolę tę pełni kolorowy koniec. Z tego tytułu kredkę przechowuję do góry nogami, co by było łatwo ją zlokalizować.

Konturówki E mają miękkie jak masełko, przyjemne w obsłudze grafity. Ten GR niestety jest odczuwalnie suchszy i zdecydowanie twardszy, przez co mocno drapie podczas aplikacji...


Mocną stroną posiadanego przeze mnie liplinera jest żywy odcień ciepłej czerwieni. W swojej pierwotnej roli - konturówki - kosmetyk sprawdza się OK. Trzyma pomadki w ryzach przez kilka godzin.


Niestety nie do końca sprawdza się nałożony na całe usta. Po pierwsze, jak już pisałam, aplikacja jest niekomfortowa. Po drugie, kosmetyk wysusza naskórek. Po trzecie, po około 3 godzinach bez jedzenia i picia zaczyna zjadać się w mało estetyczny sposób - na całej powierzchni warg w przypadkowych miejscach zaczynają robić się prześwity.

Tym razem konkurencja z Essence zdecydowanie zostawiła Golden Rose w tyle...

niedziela, 15 stycznia 2017

Essie, Apres-chic

Kolejna błyskotka ;)

Lakier pochodzi z zestawu pięciu miniaturek (5 ml każda) Essie, który dorwałam w Tk Maxx za 9,99 funtów.
Kolor: srebro
Wykończenie: foliowe
Konsystencja: w sam raz
Pędzelek: wąski i mały
Krycie: dwuwarstwowiec
Wysychanie: nie testowałam, użyłam wysuszacza (Golden Rose)
Zmywanie: gorsze niż lakierów kremowych, ale łatwiejsze niż w przypadku brokatów
Trwałość: na moich miękkich paznokciach trzydniowa



This nail polish comes from a five-piece set , which I bought in Tk Maxx for Ł9.99.
Colour: silver
Finish:foil
Consistency: just right
Brush: small and narrow but manageable
Opacity: a two-coater
Drying time: not tested (I used Golden Rose quick dry top coat)
Removing: harder than with cream finish, easier than with glitter polishes
Durability: 3 days on my soft nails

piątek, 13 stycznia 2017

Rozczarowania 2016 roku.

W ubiegłym roku nie obyło się bez rozczarowań, choć mam wrażenie, że jest ich mniej niż w latach poprzednich. Chyba jestem rozsądniejsza w swoich wyborach. No ale że niewypałów całkowicie wyeliminować się nie da, oto one.

Pielęgnacja

L'Oreal Elvive, Extraordinary Oil, nourishing leave-in cream (klik)

Nie odpowiadało mi w tym produkcie nic. Po pierwsze, tak lejącego w konsystencji kosmetyku nie powinno pakować się do tubek, z których na bank się wyleje, bo nie ma innej opcji. Po drugie, okropny zapach ne umila stosowania, choć na to można by przymknąć oko, gdyby produkt działał. A nie działa -  nie nawilża, nie odżywia, nie wygładza, nie dodaje blasków, nie chroni końcówek. Wręcz pogarsza sytuację.


L'Oreal Nutri-Gold, krem pod oczy (klik)

W moim odczuciu ten krem ma tylko dwa atuty - luksusowe opakowanie oraz fakt, że nie roluje się pod korektorem. Poza tym wypada słabo. Przez to, że jest bardzo zbity, trudno go zaaplikować bez naciągania skóry pod oczami, a poza tym nie za bardzo działa. Ani nie nawilża dostatecznie, ani po czasie nie zmienia stanu skóry pod oczami na lepsze. Ba! Zimą zauważyłam na rejonach podocznych suche placki, z którymi błyskawicznie poradził sobie dużo tańszy i dużo lepszy krem (serum przeciwzmarszczkowe z pielęgnacyjnych ulubieńców) Avy...


Omorovicza, Queen of Hungary Mist (klik)

Miałam względem tej mgiełki duże oczekiwania, bo to drogi produkt jest. Chciałam, aby okazał się co najmniej tak dobry, jak łagodzący tonik Pat&Rub/Naturativ. Niestety... Kosmetyk mnie podrażniał, powodował pieczenie i wychodził mi po nim na policzki rumień. Poza tym na twarzy zostawał intensywnie świecący się film. Efekt odwrotny od zamierzonego. Miałam również okazję zapoznać się z oczyszczającą maseczką z glinką tej marki i o ile po jej zastosowaniu rumień mi nie wyłaził, a cera była dobrze oczyszczona, to pieczenie, które mi fundowała, było bardzo nieprzyjemne.


Petal Fresh, odmładzający szampon do włosów (klik)

Ten szampon zafundował mi podrażnienie skalpu stulecia. Zaczęło się od nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia, potem pojawił się suchy łupież, który następnie przeszedł w łupież tłusty, który przeszedł w łuskę; skalp swędział jak szalony i włosy dużo szybciej przetłuszczały się u nasady. NIGDY więcej.


Pszczela Dolinka, kawa z mlekiem - mydło naturalnie pilingujące (klik)

Nie jest to może bubel, bo dobrze myje skórę, ale zupełnie nie wywiązuje się ze swojego głównego zadania. Miał to być kawowy peeling w mydle, a w rzeczywistości coś tam mnie pomasował przy pierwszej kąpieli, a potem fusy powiedziały ahoj i baj baj, i miałam w rękach zwykle mydło o przeciętnym zapachu. Zawiodłam się bardzo, bo kawowe mydło Lawendowej Farmy to zdzierak fantastyczny! (Teraz, kiedy sama  sobie o nim przypomniałam, koniecznie muszę kupić ponownie)


Bliss, fatgirlslim, serum antycellulitowe i ujędrniające (klik)

Znowuż, nie jest to bubel, bo trochę skórę ujędrnia, ale za tę cenę (około 30 funtów) powinien ujędrniać lepiej - chociażby jak ta dużo tańsza terapia antycellulitowa. Stąd moje rozczarowanie. Nie wspominając, że pakowanie tak wodnistego kosmetyku do słoiczka to jakiś kiepski żart.


Fusswohl, krem zmiękczający do stóp (klik)

Słabo działający śmierdziel. Zajeżdża jak najtańszy cytrynowy płyn do dezynfekcji muszli klozetowej wlany do ubikacji pełnej starej uryny.


Kolorówka

Artdeco, mineral eyeshadow  base (klik

Kosmetyk ma wygodne opakowanie, przyjemną, masełkowatą konsystencję i dobrze podbija kolor cieni. Niestety na moich tłustych, opadających powiekach utrzymuje cienie na miejscu przez około 7 godzin, po czym wszystko zaczyna migrować w załamanie, a ja zazwyczaj noszę makijaż dłużej.


L'Oreal, False Lash Architect Mascara (klik)
U mnie maskary L'Oreal to totalne buble. Za wyjątkiem wersji So Couture mają przekombinowane, trudne we współpracy szczoteczki i przede wszystkim osypują się jak szalone, fundując mi obrzydliwą pandę. Nie, nie, nie.


 L'Oreal, Infallible 24h Matte Powder (klik)

Tak, oczy Was nie mylą, kolejny kosmetyk L'Oreal w tym zestawieniu. Puder-koszmar.  Produkt daje nienaturalne, widocznie pudrowe wykończenie na skórze (nawet nałożony w minimalnej ilości), zbiera się na meszku na twarzy, potrafi zebrać się w porach i podkreśla wszystko, co chciałybyśmy zatuszować (linie, suche skórki). Najgorzej (najciężej) wygląda nałożony załączonym puszkiem; najlepiej (ale wciąż niesatysfakcjonująco) - wilgotnym jajkiem typu Beauty Blender. Spryskanie makijażu mgiełką też nie ratuje do końca sytuacji. Co gorsza, suchość kosmetyku nie przekłada się na realne działanie matująco-utrwalające. Puder coś tam matuje, ale może na jakieś 3-4 godziny, a po wymieszaniu z sebum robi na twarzy efekt ciasta. I nie utrwala makijażu, co doskonale widać chociażby po telefonie.

Ogólnie to z L'Orealem sprawa u mnie jest taka: ich pielęgnacja to w moim przypadku w większości rozczarowania (lubię micela z serii Ideal Soft oraz różowy szampon i odżywkę Elseve - i to by było na tyle), a w kolorówce albo natykam się na hity, albo na buble - nic pośrodku. Sprawia to, że kompletnie nie mam zaufania do tej marki, choć czasem coś się do mnie uśmiechnie z szafy z kolorówką (na pewno nie maskary i raczej nie cienie).


Lovely, kiss kiss lips (klik)

Beznadziejny błyszczyk o tandetnym opakowaniu, które pękło mi w trakcie używania, obrzydliwym, chemiczno-landrynkowym zapachu i z małą gąbeczką, która nabiera niewystarczającą na jedną aplikację ilość kosmetyku. Poza tym mazidło jest lepkie, a na złączach warg powstaje nieestetyczna biała linia. Fuj.

Dużym rozczarowaniem roku jest dla mnie nowa polityka Wibo/Lovely. Kiedyś była to jedna z moich ulubionych polskich marek w kwestii kolorówki, zwłaszcza lakierów do paznokci. Ich obecne działania obserwuję z ogromnym niesmakiem. Chamskie kopiowanie (łącznie z  opakowaniami i nazwami) na ogromną skalę bestsellerów takich marek jak Too Faced, Urban Decay, NARS, Kylie Jenner, a nawet Sleek, oraz przeniesienie produkcji z Polski do Chin z jednoczesnym podniesieniem cen sprawiło, że kompletnie straciłam dla marki szacunek i nie będę tego postępowania wspierać zakupami. Najgorsze jest to, że póki będzie popyt, póty takie praktyki będą kwitnąć, a ja tam sobie mogę kwękać.


Lakiery Zoya. Mam dwa (klik) i niestety - choć kolory piękne, to skubańce w ogóle nie chcą na mnie schnąć (a raczej - zajmuje im to kilka godzin), nawet przy asyście wysuszacza :(


Inne

Ostatnim moim rozczarowaniem roku jestem ja, a raczej moja niemożność wprowadzenia zmian żywieniowych. W październiku 2015 roku uznałam, że chcę schudnąć 10 kg i wrócić do wagi, w której dobrze się czułam. Dałam sobie na spokojnie rok i zaczęłam regularnie i bez wymówek ćwiczyć pięć razy w tygodniu. I ćwiczę (około 40 minut dziennie) - trzy razy w tygodniu HIIT plus ćwiczenia siłowe, w pozostałe dni albo pilates, albo kardio + ćwiczenia siłowe. Uwielbiam ćwiczyć i uwielbiam robić to z kanałem Fitness Blender (gorąco polecam wszystkim, którzy z różnych względów nie mogą zapisać się na siłownię). I co? Moja waga (wraz z dorodnym, obrzydliwym, wyhodowanym po ciąży muffin topem) stoi w miejscu. Nie dlatego, że jestem leniem i nie ruszam wielorybiego tyłka z kanapy, a dlatego, że nie potrafię przestać zajadać stresów słodyczami i przekąskami, nie mówiąc o uzależnieniu od energetyków (w moim przypadku klasyczny binge eating). Mam problem natury psychologicznej i totalny brak silnej woli. Ktoś musiałby dosłownie stać nade mną z batem, żeby chlastać mnie za każdym razem, kiedy sięgam po zakazany owoc. Naprawdę chcę to zmienić, ale nie potrafię. Nie ma dnia, żebym nie uległa chorym nawykom. Codziennie zawodzę samą siebie w tym jednym, a jakże trudnym do wyeliminowania aspekcie. Obiecywanie sobie, że  w 2017 roku będzie inaczej póki co spaliło na panewce :(

czwartek, 12 stycznia 2017

Mollon Pro Nail Lacquer, 84

Piękny lakier Mollon wypatrzyłam na blogu Niecierpka, która znalazła go w jednym z kosmetycznych boxów. Jako że nasza koleżanka nosi tylko hybrydy, dodatek specjalnie jej nie ucieszył, ja za to w tę pędy pobiegłam do sklepu internetowego, gdzie tego konkretnego koloru nie znalazłam, więc zapytałam Agatę, czy nie chciałaby mi odsprzedać swojej sztuki. Od słowa do słowa dostałam ją w prezencie i jestem zakochana *-* Pięknie dziękuję :*

Dostępność: lakier był dodatkiem do kosmetycznego boxa; nie mogę go znaleźć na stronie Mollon :/
Cena: lakiery tej marki kosztują 18 zł
Pojemność: 15 ml
Kolor: srebro z domieszką fioletu o foliowym wykończeniu
Konsystencja: w sam raz
Pędzelek: standardowy, dość wąski
Krycie: do pełnego krycia potrzeba minimum dwóch warstw
Wysychanie: nie sprawdzałam, użyłam wysuszacza (Golden Rose)
Zmywanie: bez większych problemów
Trwałość: bardzo dobra na moich miękkich paznokciach - 4 dni



Jak już się pewnie zorientowałyście, mam fazę na takie świecidełka, a to jest wyjątkowo ładne :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...