piątek, 15 grudnia 2017

Vianek, krem do rąk nawilżający

Krem Vianka kupiłam, bo zawiera 5% mocznika,  a jest to składnik, który bardzo dobrze służy moim ekstremalnie suchym dłoniom. Jak się okazuje jednak - nie we wszystkich formułach...


Producent zapakował swój wyrób do typowej tubki z zamknięciem na zatrzask. Moim zdaniem jednak nie jest to najlepsze rozwiązanie w tym konkretnym przypadku, gdyż kosmetyk ma tak wodnistą konsystencję, że po otwarciu klapki po prostu się z tej tubki niekontrolowanie wylewa. W tym przypadku najlepiej sprawdziłoby się opakowanie z pompką.

Kosmetyk przyjemnie pachnie i dość szybko się wchłania. Bazuje na wodzie, ale oprócz niej w jego składzie znajdziemy m. in. olej sojowy, mocznik, masło shea, ekstrakt z robinii akacjowej, olej z kiełków pszenicy oraz pantenol. Substancji odżwyczo-nawilżająco-natłuszczająco-regenerujących zatem nie brakuje, aż dziwne więc, że kosmetyk na skórze moich dłoni nie robi wrażenia. Ale trzeba Wam wiedzieć, że obecnie przedstawia ona obraz nędzy i rozpaczy - egzema, suche, szorstkie placki, mniejsze i większe pęknięcia, które nie chcą się goić; tego typu sprawy. Niestety w tak ekstremalnym przypadku krem zupełnie sobie nie radzi, a nawet doraźną ulgę daje na krótko, dosłownie 10-15 minut.

Dla ekstremalnie suchych dłoni nie polecam.  Być może te nieproblematyczne będą zadowolone, ale niestety sama w tej kwestii nie mogę się wypowiedzieć.

Znacie? Macie podobne, niefortunne odczucia?

środa, 13 grudnia 2017

Zoeva, The Basic Moment eyeshadow palette

Opisywaną dziś paletę Zoevy dostałam w prezencie od Justyny (:*), która zna moją słabość do tej marki.

W przeciwieństwie do innych palet marki, które posiadam (Naturally Yours, En Taupe, Blanc Fusion, Caramel Melange, Cocoa Blend), paletka otwiera się nie z dołu do góry, ale od boku do boku, niczym książka. Proste a nietypowe dla palet rozwiązanie.

Podoba mi się to, że dokładnie połowa cieni jest matowa, dwa są perłowe, a trzy metaliczne. Cienie, zwłaszcza maty, mają tendencję do lekkiego osypywania się (nic nowego w przypadku Zoevy). Na bazie są trwałe. Maty są średnio napigmentowane, a perły i metaliki - dobrze, przy czym odnoszę wrażenie, że to celowy zabieg, bo w zamyśle, jak nazwa wskazuje, jest to paleta do szybkich, podstawowych, dziennych makijaży, i jest w pełni samowystarczalna. Wiem, że sięgając po nią nie muszę posiłkować się na przykład dodatkowym matowym beżem czy jakimś ciemnym cieniem.


Przyjrzyjmy się bliżej wszystkim dziesięciu cieniom:

Make It Last: kremowy beż; mat
Here To Stay: łososiowy brązik; mat
Never Ending: chłodna kawa z mlekiem; mat
New Era: ciepła kawa z mlekiem; mat
Ever: stalowy brąz; mat
Yet To Come: kremowy beż; perła
Liquid Clock: różowy beż; perła
Unfinished: stare złoto; metalik
Waiting: miedziany brąz; metalik
Nostalgic: stalowy brąz; metalik

Oczywiście będą i moje niewysublimowane dzienniaki, pokazujące możliwości tej palety w rękach laika. Zdjęcia robiłam na przestrzeni kilku tygodni i nie pamiętam, co tam kładłam na usta (na wypadek, gdyby ktoś był ciekawy).


#1
make it last, new era, ever, liquid clock, waiting, nostalgic




#2
make it last, yet to come, unfinished, waiting




#3
make it last, here to stay, never ending, new era, ever




#4
make it last, here to stay, new era, yet to come, unfinished, waiting




#5
make it last, here to stay, new era, liquid clock, waiting




#6
make it last, here to stay, never ending, ever, yet to come, liquid clock, nostalgic



Jak widać paleta, choć na pierwszy rzut oka wygląda niepozornie, daje nam naprawdę duże pole do popisu. Można wykonać nią zarówno makijaże chłodne (choć mnie akurat nie jest w nich ładnie), jak i ciepłe; matowe, jak i z błyskiem; typowo nudziakowe, jak i dodać odrobiny koloru, na przykład w postaci kolorowej kredki. Z cieniami dobrze się pracuje, nawet mimo lekkiego osypywania.

Kto ma i lubi?

niedziela, 10 grudnia 2017

Podsumowanie zużyć listopada.

Odrywam się na chwilę od problemów remontowo-zawodowych i przychodzę tutaj z mocno spóźnionym denkiem. Przykro mi, że tak rzadko ostatnio publikuję, ale naprawdę mi ta końcówka roku mocno daje w kość. Co zresztą nawet po samych zużyciach widać - pustych opakowań bywało u mnie dużo więcej.


Pianka do mycia twarzy Pharmaceris bardzo dobrze służyła mi każdego ranka, delikatnie acz skutecznie zmywając nocną pielęgnację. Nie miałam do niej większych zastrzeżeń. Hibiskusowy tonik Sylveco chwaliłam tutaj. Był wydajny, miał dobry skład, przyjemny zapach i delikatnie nawilżał skórę. Czego chcieć więcej? Serum LIQ CE (klik) to hicior. Produkt ten bardzo dobrze nawilża, napina, rozświetla i po prostu odmładza skórę. Bardzo polubiłam się też z peelingującą pomadką Sylveco, gdyż świetnie spełniała swoją rolę, a ja nie musiałam brudzić sobie palców. Pomadki ochronne Alterry bardzo lubię i często do nich wracam. Wracam też do antyperspirantu Rexony, choć nie działa u mnie już tak skutecznie, jak kiedyś. Daje radę przez jedyne 8-10 godzin w moim przypadku, ale też jestem osobą dość potliwą i bardzo szybko zażółcam sobie ubrania pod pachami :( Olejek pod prysznic Lirene mnie nie zachwycił. Zapach mnie nie porwał i nie czułam się super czysta po kąpieli - pewnie przez dość ciężki film, jaki zostawał na skórze. Kremowy pumeks do stóp Fusswohl jest naprawdę spoko; dobrze spełnia swoją rolę, więc chętnie do niego wracam.


A tu mamy cztery bardzo udane kosmetyki i jeden bubelek. A więc tak: mocznikowa Isana (klik) to mój wielki ulubieniec i niezbędnik, i ZAWSZE muszę mieć tubkę na stanie. Żel pod prysznic Soap & Glory był super, bo miał wygodne opakowanie z pompką, pięknie pachniał i zupełnie nie wysuszał skóry. Uwielbiam ich żele. Olejek Evree to też nie nowość w mojej łazience; zdarza mi się do niego wracać, bo ma ładny skład i przyzwoite działanie nawilżająco-natłuszczające. Miniaturę tuszu Clinique High Impact też już kiedyś miałam (klik) i byłam i wtedy, i teraz zadowolona. Bubelkiem zatem okazała się węglowa pasta Ecodenta. Oddam jej, że ma ładny miętowy smak i dobre odświeża oddech, ale poza tym nie jest już tak wesoło. Kiedy ją stosowałam, zauważałam u siebie szybsze gromadzenie się płytki nazębnej. Nie to jednak było najgorsze - najgorsze było to, iż mimo dokładnego płukania produkt widocznie zażółcił mi zęby, czym naprawdę bardzo mi podpadł. Nie polecam!

piątek, 1 grudnia 2017

Zdobycze listopada.

Od czerwca nie robiłam większych zakupów kosmetycznych, aż nadszedł taki moment, że zapasy konkretnie mi stopniały. Korzystając więc z faktu, że byłam w listopadzie w Polsce, uzbroiłam się w dobrze przemyślaną listę potrzeb i ruszyłam na polowanie, głównie do Rossmanna i Natury.

Kosmetyki z listy:


Żel Dove, oliwkę Babydream, serum rozgrzewające antycellulitowe Bielendy oraz dezodorant Fenjal bardzo dobrze znam i lubię, więc nie wahałam się do nich wrócić. Szampon Natura Siberica, antyperspirant Adidas oraz płyn do płukania jamy ustnej Sylveco zawitały u mnie pierwszy raz.

Och, od jak dawna chciałam to serum pod oczy Be Organic! Bardzo się ucieszyłam, że można je dostać od ręki w Naturze. W tym samym sklepie odnowiłam zapasy nowego ulubionego żelu do higieny intymnej Vianek, a także kupiłam na próbę emulsję myjącą do twarzy i płyn micelarny tejże marki. W Rossku natomiast jak zawsze wzięłam mój ukochany krem do rąk ever Isany, a także wróciłam do świetnych skarpet złuszczających Exclusive cosmetics oraz do masełka Wellness & Beauty, które sprawdziło się u mnie zeszłej zimy.


Nie obyło się jednak bez "spontanicznych zachciewajek":


Oba kremy do rąk znam i lubię, a maskę do dłoni Exclusive Cosmetics chętnie wypróbuję. W Naturze wypatrzyłam duet do włosów Sylveco, który mnie bardzo zaciekawił. W oko wpadło mi też serum na naczynka Vianek, a  jak wiadomo, naczynka zimą bardzo dostają w kość, więc się skusiłam. Na maskę pod oczy Rival de Loop wpadłam w Rossmannie i przypomniało mi się, że Iwetto ją chwaliła. O różanym micelu Bielendy też czytałam kilka pozytywnych  opinii, a krem pod oczy Biotaniqe zaineresował mnie składem.


Przed przyjazdem do Polski zrobiłam dla dziewczyn zakupy w Lushu. Do koszyka wpadło też coś dla mnie, choć opinie maska zbiera bardzo skrajne. Uznałam jednak, że i tak wypróbuję ją na sobie:



A to jeszcze nie koniec! Przy okazji wizyty w kraju widziałam się  z kilkoma ważnymi dla mnie osobami. Podczas tych spotkań przejęłam od Stri trzy szminki, a Basia podarowała mi maskę do dłoni i stóp Podopharm oraz trzy metaliczne lakiery Golden Rose, więc jestem na bieżąco z trendami:


Po czterech bardzo rozsądnych miesiącach należało mi się trochę szaleństwa, prawda?

środa, 29 listopada 2017

NARS, Radiant Creamy Concealer (Vanilla Light 2)

Miniaturę korektora Nars dotałam w prezencie od Hexxany. I zakochałam się od pierwszego użycia!


Producent zapakował korektor w typową dla błyszczyków tubkę z gąbkowym aplikatorem. Nie jest to może najbardziej higieniczne rozwiązanie z możliwych, ale na łatwość użytkowania narzekać nie można.


Kosmetyk ma przyjemną, kremową konsystencję. Nie wysusza skóry pod oczami, co jest dla mnie ogromnie ważne, a przypudrowany nie zbiera się w liniach. Charakteryzuje się przy tym świetnym kryciem, a jednocześnie pięknie odbija światło, dzięki czemu doskonale zakrywa moje zasinienia i odświeża spojrzenie. Działa tak dobrze, że kiedy mam go pod oczami, otrzymuję komplementy, a po zmyciu osoby z otoczenia nagle mi mówią, że wyglądam na zmęczoną (sina dolina łez, co zrobić). 


Chyba nie przesadzę, jeśli stwierdzę, że to najlepszy korektor pod oczy, z jakim się do tej pory zetknęłam. Nie znam innego kosmetyku, który przy tak dobrym kryciu wyglądałby tak naturalnie i tak pięknie odbijał światło. No cudo po prostu. Uwielbiam i oszczędzam swoją tubeczkę jak mogę. Cóż, muszę zainwestować w pełnowymiarowe opakowanie ;)

Znacie?

wtorek, 21 listopada 2017

Sylveco, hibiskusowy tonik do twarzy

Oto on - kolejny hit blogosfery. Zasłużenie?


Producent zapakował swój wyrób do buteleczki z ciemnego plastiku z estetyczną etykietą. Kosmetyk ma postać mocno rozwodnionego żelu, brązowawy kolor i mocno wyczuwalny zapach, który mi kojarzy się z hibiskusowo-owocową herbatką. Najlepiej aplikować go palcami; waciki za bardzo go chłoną i nie oddają całej dobroci skórze. Dodatkowo dzięki temu sposobowi aplikacji nabierałam na dłonie małe porcje, dzięki czemu tonik wystarczył mi na prawie cztery miesiące stosowania dwa razy dziennie.


W składzie tego polskiego wyrobu znajdziemy przede wszystkim kilka nawilżająco-łagodzących substancji. I właśnie takie działanie wykazuje w moim przypadku kosemtyk, czyli delikatnie nawilża i łagodzi niewielkie podrażnienia. Nie na tyle, żeby zastąpić dalszą pielęgnację, ale zauważalnie. I za to bardzo go polubiłam. Nie wiem, jak Wy, ale zanim zetknęłam się z tym (niedostępnym w tamtym wydaniu) polskim tonikiem łagodzącym, a także tonikami Sylveco i Biochemia Urody, zawsze miałam wrażenie, że tego typu produkty nic nie robią. O toniku Sylveco na pewno nie można tego powiedzieć. Zdecydowanie warto dać mu szansę.

Znacie go, prawda? Jak wrażenia?

sobota, 18 listopada 2017

LIQPHARM, LIQ CE, Serum night

Opisywane dziś serum godnej uwagi, polskiej marki LIQPHARM miałam okazję poznać dzięki Hexxanie. Po bardzo pozytywynych doświadczeniach z LIQ CC serum light (klik) nie spodziewałam się zawodu. Zawodu nie ma; jest za to ogromne zadowolenie.

Serum z witaminami C i E jest bardzo dobrym, wartym poznania kosmetykiem. Fakt iż jest rodzimej produkcji napawa mnie dumą.


Producent zapakował serum w przyjemny dla oka, turkusowy kartonik zawierający potrzebne na temat kosmetyku informacje. Mazidło mieszka w nieprzepuszczającej światła butelce ze sprawnie działającą pipetą. Należy zużyć je w przeciągu trzech miesięcy od otwarcia. Mnie 30 ml specyfiku wystarczyło na około 2 miesiące cowieczornego stosowania na twarz i szyję.

Produkt ma postać białego, mocno rozwodnionego mleczka. Nie pachnie i dość szybko się wchłania, zostawiając na twarzy bardzo delikatny film.


Obietnice producenta są konkretne, oszczędne i niewydumane. I dzięki temu konsument unika rozczarowań, gdyż kosmetyk robi dokładnie to, co mu przypisano. Naprawdę optymalnie nawilża - tak dobrze, że nie musiałam wspierać się dodatkowo kremem nawilżającym; samo serum wystarczało bym budziła się z dobrze nawilżoną skórą. Przez te dwa miesiące naskórek rzeczywiście zrobił się elastyczniejszy, poprawiła się faktura skóry, była ona zdrowo rozświetlona. Kosmetyk wykazał się również działaniem łagodzącym - pięknie uspokajał rumień i grę naczyń, ładnie wyrównując koloryt cery. Produkt mnie nie podrażniał ani nie zapychał. Nie mogę o nim złego słowa powiedzieć, gdyż naprawdę nie widzę żadnych minusów.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...