poniedziałek, 16 lutego 2015

Subiektywny przegląd cieni w kremie: Maybelline Color Tattoo 24 hr, Bourjois Color Edition 24 hr cream to powder eyeshadow & Rimmel Scandaleyes Eyeshadow Paint

Jakkolwiek uwielbiam klasyczne cienie prasowane, zdarza mi się eksperymentować z cieniami w kremie. Co z tego, że mam tłuste, opadające powieki, teoretycznie niesprzyjające takowym formułom? Ciekawość i tak pcha mnie w nieznane rejony. Poza tym na rynku pojawiły się "kremówki", które według zapewnień producentów są trwałe. Moja budowa oka (tak, jednak są jakieś zalety posiadania hooded eyes...) czyni ze mnie wręcz idealną testerkę takich kosmetyków, bo poprzeczka postawiona jest wysoko.

Dzisiaj porównam dla Was kremowe cienie trzech popularnych marek. Pamiętajcie, że to subiektywne odczucia i możecie się ze mną nie zgadzać.


Trzecie miejsce w moim subiektywnym rankingu przypadło cieniom Scandaleyes Eye Shadow Paint Rimmela.


Jeśli chodzi o kwestię najważniejszą, czyli trwałość, to nie mam tym cieniom absolutnie nic do zarzucenia. Po aplikacji zastygają i potrafiły się utrzymać na moich powiekach przez około 12 godzin bez zmian, tj. nie bladły i nie zbierały się w załamaniu powieki.

Wszystko inne jednak sprawiło, że posiadane przez siebie dwie sztuki oddałam koleżance-blogerce. Po pierwsze, kupiłam kolory, które zupełnie do mnie nie pasowały. Czemu? Bo wybór kolorystyczny jest bardzo ograniczony, a nie chciałam kolejnego złotego i kolejnego brązowego cienia w kosmetyczce. Po drugie, miałam kłopoty z aplikacją. Otóż cienie błyskawicznie zastygają, a wtedy nie da się ich już rozetrzeć. Dodatkowo srebro i fiolet miały tendencję do tworzenia prześwitów, a jednocześnie nie można było budować koloru i krycia za pomocą kolejnych warstw, ponieważ nałożenie drugiej warstwy powodowało rolowanie się pierwszej i jeszcze większe prześwity. Gąbkowy aplikator okazał się nieprecyzyjny. Słowem, obsługi tego kosmetyku zdecydowanie trzeba się nauczyć.

Cena pojedynczej sztuki to 4,99 funtów. Dodam, że czytałam wiele pochlebnych opinii na temat odcienia Rich Russet (ponoć bardzo dobrze się z nim pracuje), ale nie jestem w stanie tego potwierdzić.


Drugie miejsca w moim zestawieniu trafiło do cieni Color Edition 24 hr Bourjois, które są najdroższe spośród omawianych tu produktów (6,99 funtów).


Tutaj na pewno muszę pochwalić Bourjois za wybór kolorów. W linii znajdziemy zarówno klasyczne, jak i oryginalne odcienie (np. brąz z drobinkami bordo, khaki) . Opakowanie odpowiada mi bardziej niż w przypadku cieni Rimmel opisanych powyżej, bo cienie w kremie najbardziej lubię aplikować po prostu palcem. Te nie zastygają też tak szybko, jak poprzednicy, więc można sobie spokojnie z nimi popracować. W dotyku są dość twarde i zbite (trochę jak kremowe cienie Essence, które kiedyś były w ofercie tej taniej marki), ale bezproblemowo przenoszą się na powiekę.

Posiadam dwa kolory: lekko metaliczne złoto 02 Or desir oraz absolutnie piękny brąz z bordowymi drobinkami 05 Prune nocturne. Jeśli nakładam na 05 słabiej napigmentowane cienie prasowane, drobinki prześwitują.


Jedyne, co mam tym cieniom do zarzucenia to fakt, że są mniej trwałe niż produkty pozostałych dwóch firm. Po około 8-9 godzinach od aplikacji zaczynają się delikatnie rolować.


And the winner is... Czy ktoś jest zaskoczony, że najbardziej upodobałam sobie Color Tattoo z Maybelline? W UK mają tę samą cenę, co cienie Scandaleyes Rimmela - 4,99 funtów za sztukę.



Z posiadanych przez siebie sztuk serdecznie ODRADZAM zakup matowego fioletu Endless Purple. Ma tępą konsystencję i tworzy prześwity podczas aplikacji.Trudno się z nim współpracuje, a efekty są zupełnie niewspółmierne do naszych wysiłków.

Permanent Taupe, On and On Bronze oraz Creamy Beige uwielbiam.


On and On Bronze to brązowe złoto o mocno błyszczącym wykończeniu. Permanent taupe, szarawy brąz, jest matowy. To samo tyczy się wielbłądziego brązu Creamy Beige - czymkolwiek miał być ten efekt skóry z nazwy, dla mnie ten cień ma po prostu matowe wykończenie.


W dotyku cienie są zdecydowanie bardziej miękkie, niż kremówki Bourjois. Oprócz fioletu dobrze się aplikują i nie zastygają od razu, dając nam czas na roztarcie granic. Na moich powiekach są też bardzo trwałe - bywa, że do demakijażu nic się z nimi nie dzieje, ale też czasem zaczynają się delikatnie rolować po jakiś 10 godzinach. Nie wiem, od czego to zależy.


Jakkolwiek zdarza mi się nosić Prune nocturne, Permanent Taupe, oraz On and On Bronze solo w towarzystwie kreski, najbardziej lubię cienie w kremie w charakterze kolorowej bazy pod cienie prasowane w celu podbicia ich koloru, dlatego ta formuła zyskała stałe miejsce w mojej kosmetyczce.

A Wy- lubicie cienie w kremie?

48 komentarzy:

  1. Color Tottoo mam chęć kupić,ale z myślą o brwiach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. nie potrafie sie przekonac do innych cieni niz prasowane :)
    najlatwiej mi sie nimi robi makijaz :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam jeden kremowy cień od Catrice, ale kolor paskudny, toteż się go pozbyłam. Na te Maybelline pewnie w końcu się skuszę, tyle osób je zachwala...

    OdpowiedzUsuń
  4. Rimmel Scandalayes mam inny kolor i jest super!
    A Color Tattoo - uwielbiam - mam ich już w sumie 6 :) z czego 4 sztuki z tyvh niedostępnych w PL

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawią mnie cienie Bourjois i o ile zdecydowanie wolę prasowane, czy nawet sypkie formuły , to i na te bym się chyba zdecydowała. Mam Maybelline, ale jakoś większe pole do popisu dają mi prasowane cienie, a po te sięgam niezbyt często.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dlatego ja głównie stosuję je pod cienie prasowane. lubię, kiedy kremówki podbijają odcienie prasowańców :)

      Usuń
    2. Faktycznie, jest to pomocne szczególnie przy ciemniejszych makijażach.

      Usuń
    3. nie trzeba się wtedy tak namachać dla uzyskania efektu ;)

      Usuń
  6. Scandaleyes od dłuższego czasu mnie ciekawią, ale właśnie ze względu na ograniczoną kolorystykę póki co wstrzymuję się z zakupem. Maybelline bardzo polubiłam, ale poza On and on bronze kolory dostępne w polskich drogeriach do mnie nie przemawiają :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam wrażenie, że marki proponują same zachowawcze odcienie. być może takie się najlepiej sprzedają, ale czasem faktycznie jest ochota na coś bardziej odjechanego ;)

      Usuń
  7. Jak wiesz, miałamdo czynienia ze wszystkimi i dla mnie nic nie przebije CT! To moi ulubieńcy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubię cienie w kremie jako bazę dla podbicia np cieni sypkich lub tradycyjnych, prasowanych. Mam ich bardzo mało, nie ciągnie mnie do kremowej formuły ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja właśnie najchętniej tak je stosuję :)

      Usuń
  9. Oj nie, ja nie przepadam za cieniami w kremie. Miałam kilka różnych, ale poszły w świat albo do kosza :D Używam tylko permanent taupe, ale do podkreślania brwi, w tej kwestii jest niezastąpiony :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam cień Maybelline ale u mnie trzyma się różnie raz dobrze, a raz się wałkuje. Z kremowych cieni mam też Shisiedo w jasnym chłodnym odcieniu różu, który bardzo lubię;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w sumie to problem, jeśli nie da się przewidzieć, jak cień zachowa się danego dnia :/

      Usuń
  11. Kupiłam czarny Color Tattoo, ale jeszcze nie wypróbowałam. Ciekawa jestem, jak się sprawdzi do robienia lekko roztartej kreski na górnej powiece.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z czarnym akurat nie miałam do czynienia, ale jeśli ma podobną konsystencję do permanent taupe, rysowanie kreski może okazać się nieco czasochłonne...

      Usuń
  12. Uwielbiam cienie w kremie! :) Moi ulubieńcy od lat to Shiseido, nigdy nie zawiodłam się na tych cieniach. Od niedawna zerkam na ofertę Bobbi Brown i kupiłam jeden kolor. Bardzo lubię kremówki MUFE.
    Z Twojej gromadki najmilej wspominam Bourjois oraz Rimmela, ale z racji słabego wyboru kolorów mam tylko złoty brąz. Color Tattoo nie dla mnie, kupiłam kilka różnych odcieni i każdy poszedł w świat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na razie sobie tylko łypię na cienie bobbi brown. może skuszę się, jak uszczuplę swoją dotychczasową kolekcyjkę. bo nie oszukujmy się - ta konsystencja psuje się szybciej niż cienie pudrowe...

      Usuń
  13. On and on bronze jest dla mnie idealny :D. A Rimmelki też bardzo polubiłam :))

    OdpowiedzUsuń
  14. uwielbiam color tatto !! używam je niemal że codziennie i sa mega trwałe i nadają sie idealnie także jako baza pod cienie!!

    OdpowiedzUsuń
  15. mnie jest tylko przykro, że tak mało jest w Polsce odcienii Maybelline.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. popieram. limitki nie powinny pomijać Polski...

      Usuń
  16. Maybelline wygrywają również u mnie, genialne są:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Mam kilka Color Tattoo, ale używam ich przeważnie w formie kreski na powiece. Uwielbiam zwłaszcza odcień turkusowy oraz grafitowy.

    OdpowiedzUsuń
  18. Mam Color Tattoo Permanent Taupe i totalnie mi nie podszedł. Roluje się ekspresowo, mam problem z aplikacją, oko wygląda przy nim na podbite.... Jestem chyba jedyna :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jakbym o innym cieniu czytała... ja go bardzo lubię

      Usuń
  19. Mnie bardzo podobają się te rdzawe kolory. Piękne cienie. Ja sama nie maluję oczu

    OdpowiedzUsuń
  20. Mam te cienie w kremie Color Tattoo i bardzo lubię ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. ja mam z color tatoo czarny i nigdy go nie użyłam :) :P

    OdpowiedzUsuń
  22. uwielbiam cienie w kremie, moim nr 1 też są tatuaże, później yves rocher, a później rimmel, chociaż rimmela mam tylko jednego..

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli podzielisz się swoją opinią :)

Bardzo proszę o niepozostawiane komentarzy typu: "Fajny blog. Obserwuję i liczę na to samo". Nie reaguję na agresywną autopromocję, więc nie spamuj, a ja nie będę musiała cenzurować :)

UWAGA: komentarze w postach starszych niż 7 dni są moderowane. Zmusił mnie do tego zalew automatycznie generowanych komentarzy, mających na celu reklamowanie różnych stron internetowych.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...