poniedziałek, 17 lipca 2017

Efektowne pigmenty: Inglot AMC 84 & 85 oraz MAC Blue Brown

Nie wszystkie lubimy pigmenty czy sypkie cienie. Sięgając po nie można spodziewać się osypywania i bałaganu na twarzy, choć można oczywiście temu zaradzić zaczynając od makijażu oczu. Z drugiej strony kosmetyki w tej postaci mają tę zaletę, że zazwyczaj powalają pigmentacją i potrafią wyglądać na oczach efektownie. Zwłaszcza jeśli towarzyszą im efekty specjalne, np. przechodzenie z jednego koloru w drugi. O takich trzech koleżkach właśnie będzie dziś mowa. Jeśli mam nieco czasu, a chcę wyglądać naprawdę wystrzałowo, sięgam po któryś z nich:


Oczywiście na bazie trzymają się od aplikacji do demakijażu.


Inglot AMC 84



Dostałam to cudo w prezencie od Kasi. Pigment ten nie jest może wyraźnie duochromowy (choć czasem delikatnie mieni się na brąz), ale za to ma przepiękny, nieczęsto występujący w cieniowym świecie, odcień oliwkowego złota o metalicznym wykonczeniu. W połączeniu z matowym brązem w załamaniu wygląda naprawdę szałowo.


Inglot AMC 85



To w tym zestawieniu mój faworyt. Różowy brąz mieniący się na błękit. Nie potrzebuje też dodatkowego towarzysza, bo dobrze roztarty zamienia się w ciepły brąz. Kiedy go noszę, zawsze zbieram mnóstwo komplementów, bo pięknie się skrzy na oczach.


MAC Blue Brown



Bardzo hojną (pewnie wystarczy mi do końca życia) odsypkę tego pigmentu dostałam od Hexxany. Działa na podobnej zasadzie co Inglot 84, ale jest od niego ciemniejszy i cieplejszy. On również dobrze roztarty zmienia się w ciepły brąz, więc nie wymaga wspomagacza w załamaniu.

Przyznam, że nie sięgam po te pigmenty zbyt często, ale jak już mi się zdarzy, zawsze mam ochotę powiedzieć "wow". Sami przyznajcie, że jest czym się zachwycać ;)

środa, 12 lipca 2017

Biochemia Urody, tonik/esencja pielęgnacyjna dla cery naczynkowej i wrażliwej na bazie hydrolatu

Nie wiem, czy pamiętacie, ale bardzo polubilam się z łagodzącym tonikiem Pat & Rub w wersji przed rozwodem P&R i Naturativ. Kilka tygodni po wykończeniu tego łagodząco-nawilżającego cuda postanowiłam sprawdzić, czy zestaw dla cery naczynkowej i wrażliwej (8,80 zł) na bazie hydrolatu z róży damascena (16,90 zł)  z Biochemii Urody mógłby być godnym zamiennikiem. 

O właściwościach hydrolatu możecie szerzej poczytać tutaj. Moja naczynkowa cera bardzo go lubi.

Po zmieszaniu wszystkich składników zestawu dla cery naczynkowej i wrażliwej otrzymałam słomkowy płyn o ładnym, różanym zapachu. Przelewałam go sobie porcjami do butelki z atomizerem, bo wolę sobie spryskiwać twarz tonikiem niż wylewać go na wacik, gdzie jego część się siłą rzeczy zmarnuje. Butelka specyfiku wystarczyła mi na około 4,5 miesiąca stosowania dwa razy dziennie.


Tonik może nie okazał się w ogólnym rozrachunku lepszy od wspomnianego we wstępie produktu, ale to nie znaczy, że się z nim nie polubiłam. Bynajmniej. Uważam, że jest naprawdę świetny. Bardzo go doceniam za delikatne działanie nawilżające i zauważalne łagodzenie gry naczyń. O to mi chodziło. Działania antyoksydacyjnego i przeciwzmarszczkowego siłą rzeczy stwierdzić nie mogę, ale silnie w nie wierzę. 

Oczywiście kosmetyk mnie nie podrażniał, nie zapychał, ani nie szczypał w oczy. Wróżę nam wielkrotne spotkania w przyszłości, bo produkt w pełni spełnia moje oczekiwania.

sobota, 8 lipca 2017

Color Club, Fashion Addict

Uwielbiam holosie, a Hexxana niedawno podesłała mi bardzo przyjemnego przedstawiciela tej kategorii.

Pojemność: 15 ml
Kolor: pastelowy lilak o holograficznym wykończeniu
Konsystencja:w sam raz
Pędzelek: klasyczny, dość wąski
Krycie: dwuwarstwowiec
Wysychanie: nie testowałam, użyłam wysuszacza (Essie, good to go)
Zmywanie: bez problemów
Trwałość: na moich miękkich paznokciach zaczyna odpryskiwać drugiego dnia




I love hoographic nail polish. I got this one from a friend.
  
Volume: 15 ml
Colour: holographic lilac
Consistency:just right
Brush: classic, quite narrow
Opacity: a two-coater
Drying time: not tested (I used Essie good to go quick dry top coat)
Removing: no problems
Durability: two days on my soft, weak nails

środa, 5 lipca 2017

Zdobycze czerwca część druga: zakupy z Polski.

Będąc w czerwcu w Polsce zrobiłam ogromne zakupy kosmetyczne. Raz, że  nie wiem, kiedy będę w kraju ponownie (na pewno pod koniec roku, a czy wcześniej się uda - nie wiadomo), a dwa - takie rzeczy jak filtry do twarzy i kremy do rąk są u mnie w ciągłym użyciu i nie zalegają za długo. Lato to idealna pora na zaopatrzenie się w filtry na cały rok, bo po sierpniu ciężko już je dostać. Poza tym postanowiłam w końcu wcielić w życie plan wypróbowania niektórych kosmetyków Sylveco i Vianek.

Najpierw w doborowym towarzystwie (:*) zrobiłam nalot na Hebe:





Potem na Naturę:





A na końcu na Rossmanna:



Niektóre rzeczy, takie jak żel pod prysznic, balsam do ciała, tonik, micel, antyperspirant zostawiłam u rodziców na przyszłe przyjazdy ;)

poniedziałek, 3 lipca 2017

Zdobycze czerwca część pierwsza: kosmetyczne prezenty urodzinowe.

W czerwcu skończyłam 31 lat. Jak ten czas leci! Bliskie mojemu sercu Dziewczyny postanowiły mnie z tej okazji maksymalnie rozpieścić. Nie przesadzam, zostałam obsypana prawdziwymi luksusami, na które sama nie mogłabym sobie bez wyrzutów sumienia pozwolić. Kochane, jeszcze raz bardzo, bardzo Wam dziękuję :*

Oto niesmowita niespodzianka od Kasi, która niepostrzeżenie wyłapuje moje marzenia z naszych ploteczek:


Po pierwszych testach jestem w  palecie Tarte zakochana, ale dlaczego opowiem Wam za jakiś czas w osobnym wpisie.

Słomka i Stri-linga natomiast postanowiły maksymalnie dopieścić skórę mojej twarzy:


Zestaw EL czeka na jesień, żeby się wykazać. Latem kosmetyki mają łatwiej, może nawet za łatwo ;)


Prezent od Hexxany, na bogato i z iście ułańską fantazją:






Wszystkie trzy pędzle na razie sprawują się bez zarzutu, perfumy Si kupiły mnie od pierwszego niuchnięcia, na Narsa i miniatury szminek nie mogę się napatrzeć, a Skin & Tonic mają po pierwszych testach ogromną szansę, by mnie w sobie rozkochać.


Na sam koniec Justyna zaskoczyła mnie takimi cukierasami:


Użyłam póki co cieni i pomadki raz, i nie miałam zastrzeżeń. Pomadka nosiła się bardzo komfortowo, a do tego ma ciekawy rdzawy odcień i nie przypomina niczego z mojej toaletki.

No i mi powiedzcie, czy te moje kochane Dziewczyny nie powariowały? Tyle cudownych nowych zabawek!!!

sobota, 1 lipca 2017

Podsumowanie zużyć czerwca.

W czerwcu zużyłam zdecydowanie mniej kosmetyków niż w poprzednich miesiącach. Czasem wszystko kończy się na raz, a czasem nie kończy się prawie nic ;)

Zacznijmy od pielęgnacji


W butelce od hydrolatu różanego tak naprawdę miałam tonik do cery naczynkowej tej marki, którego bazą był wspomniany hydrolat. Teraz Biochemia Urody zestawy te nazywa esencjami. Jak zwał, tak zwał, z toniku byłam niezmiernie zadowolona i poświęcę mu osobną notkę. Nieco  mniej zadowolona byłam z emulsji micelarnej do mycia twarzy Anidy (klik). Po dwukrotnym myciu co prawda  potrafiła rozpuścić większość makijażu, ale gdzie jej tam do olejków czy masełek myjących... Przy porannym myciu twarzy sprawdzała się bardzo poprawnie. Krem Shiseido Ibuki był lekkim nawilżaczem w niezmiernie wkurzającym opakowaniu. Miniaturę tę dostałam od kochanej Hexxany. Opakowanie wystarczyło mi na miesiąc stosowania, podczas którego produkt nie przekonał mnie do siebie. Wprawdzie lekko nawilża, nie uczula i nie zapycha, ale ma wybitnie niefunkcjonalne, bardzo twarde opakowanie, z którego trzeba go wytrząsać, nie wpasowuje się w moją dzienną pielęgnację (nie ma wysokiego filtra), a na noc w chłodniejsze miesiące byłby za mało nawilżający. Latem OK. Maska Bielendy Carbo Detox wciągnęła moje sebum i lekko oczyściła pory, ale nie było to nic wybitnego. A o efektach stosowania płatków pod oczy wypowiedzieć się nie mogę, bo stosowałam je nadzwyczaj nieregularnie, jak mi się przypomniało.



Peeling na noc z 7% kwasu laktobionowego Iwostinu to prawdziwy magik (klik). Chwaliłam go w ulubieńcach zimy na samym początku kuracji, chwaliłam w ulubieńcach wiosny już po jej zakończeniu, chwaliłam w końcu w osobnej notce. Prawdziwy polski hicior, który niepostrzeżenie ale skutecznie zluszcza naskórek, rozprawia się z porami i po prostu odmładza skórę. Skarpety eksfoliujące Bielendy zadziałały, ale nie aż tak skutecznie, jak moje ulubienice z SheFoot. Naskórek się złuszczył, ale niesatysfakcjonująco cienką warstwą. Mydło Miód z Lawendą Lawendowej Farmy opisałabym jako przyjemne. Zawiera w sobie drobinki owsa, ale nie dają one efektu złuszczającego. Kostka pachniała lawendą z goździkami, ładnie się pieniła i dobrze myła skórę, ale po kapieli koniecznie musiałam wysmarować się balsamem/olejkiem.


Tym sposobem doszlismy do zużytej kolorówki i wyrzutków


Zużyłam base coat od Essie. Był poprawny. W połowie zużyłam, a w połowie straciłam w temperówce małą czarną kredkę Lord & Berry (klik). Czemu nie mam parcia na powrót możecie dowiedzieć się z podlinkowanego wpisu. Lakier do ust Shiseido (klik) był ładnym, doskonale napigmentowanym, ale nietrwałym błyszczykiem. Cieszę się, że dzięki Hexxanie miałam okazję go poznać, ale nie jest to rodzaj mazidła i wykończnia, po które nagminnie sięgam. W sam raz na raz, jak mawia Czarszka.

Dwa błyszczyki Maybelline Color Elixir (klik) wyrzucam. Wprawdzie mają ładne kolory i nawilżają naskórek, ale tak zbierają się w bruzdach wargowych, że w końcu straciłam cierpliwość. Zresztą za błyszczykami ogólnie nie szaleję, więc po co te mają leżeć i zbierać kurz.

piątek, 30 czerwca 2017

Hit: Iwostin, Perfectin Re-Liftin, profesjonalny peeling na noc 7% kwasu laktobionowego

Małego cudotwórcę od Iwostinu miałam okazję poznać dzięki Hexxanie. Swoją opinię piszę trzy tygodnie po wykończeniu trzydziestomilitrowej butelki, która służyła mi przez około 4 miesiące z częstotliwością stosowania 4-5 razy w tygodniu. Na wydajność nie można zatem narzekać.

Produkt ma postać bezbarwnego żelu i jest bezzapachowy. Zamknięto go w plastikowej butelce z pipetą. Całość zapakowano do kartonika, w którym umieszczono również ulotkę wyszczególniającą sposób użycia kosmetyku, a także przeciwwskazania do jego używania, którymi m.in. są okres ciąży i karmienia piersią - bardzo istotna informacja dla kobiet. Podczas kuracji należy pamiętać o stosowaniu wysokiej ochrony przeciwsłonecznej. Przyznam, że miałabym pewne obawy przed zabieraniem się za nią w okresie letnim, a już zwłaszcza kiedy słońce daje czadu. Peeling stosujemy na noc i po pierwszych dwóch tygodniach zaprzestajemy codziennej aplikacji, choć w moim przypadku sięganie po mazidło dwa razy w tygodniu to było trochę za mało.

U mnie niestety pipeta szwankowała; bardzo trudno nabierało się nią produkt, więc ostatecznie po prostu wylewałam sobie małe porcje na dłoń.


Pierwsze efekty pojawiły się bardzo szybko, już po około tygodniu. Z biegiem czasu z niemałym zdumieniem obserwowałam, jak kurczą mi się pory. Kratery na polikach mam odkąd pamiętam, i one nagle poznikały! Do tej pory nie trafiłam na kosmetyk, który by to potrafł. Wkrótce potem zauważyłam, że zmienia się faktura skóry. Peeling bardzo delikatnie złuszczał naskórek (bez powodowania suchych skórek), co przy zniknięciu porów dało efekt gładziutkiej skóry, na której delikatny makijaż prezentował się wprost bajecznie. Poza tym naskórek zrobił się dużo elastyczniejszy, a zmarcha na czole lekko się spłyciła. Skóra wyglądała dużo młodziej i promienniej. Kwas laktobionowy wraz z kolegami to prawdziwi cudotwórcy! Lepsi od kwasów migdałowego czy azaleinowego... Aha, produkt mnie nie wysuszył, ale zgodnie z zaleceniem producenta stosowałam go pod krem na noc (ale już nie Iwostinu). Raz przesadziłam też z częstotliwością stosowania peelingu, co skończyło się buntem skóry i wysypem niedoskonałości, tak więc zdecydowanie warto słuchać producenta i nie aplikować go codziennie.

Trzy tygodnie po wykończeniu tego hitu widzę, jak skórze go brakuje. Kratery wracają na miejsce, a skóra pomalutku traci tą magiczną gęstość - czyli wracamy do punktu wyjścia. Z tego tytułu do kwasu laktobionowego po lecie zdecydowanie wrócę, wiedząc już, że warto spojrzeć w stronę Iwostinu, choć ogromnie kusi mnie też krem Bandi z kwasem laktobionowym i glukonolaktonem, który opisywała Hexxana (klik). Ciekawi mnie też kwas szikimowy.... Ach, tyle do odkrycia ;)

Warto, zdecydowanie warto się tym peelingiem zainteresować. O ile się nie mylę (niestety ulotka mi się gdzieś zapodziała), występuje w trzech wersjach, ale nie wiem, czy wszystkie zawierają kwas laktobionowy. Ja Perfectin Re-Liftin mogę tylko serdecznie polecić.

wtorek, 27 czerwca 2017

Ulubieńcy wiosny | Iwostin, Evree, Podopharm, Lawendowa Farma, Gucci, Beauty Blender, Inglot, Artdec, Giorgio Armani, Shiseido, Sally Hansen

No i według kalendarza (bo pogody nie) mamy lato. Wypadałoby zatem podsumować kosmetycznie wiosnę.

Zacznijmy od pielęgnacji i perfum.

Największym hitem w pielęgnacji twarzy był Iwostin, PERFECTIN RE-LIFTIN, profesjonalny peeling na noc

Osobna notka "się pisze". Powiem tyle, że jestem zachwycona, jak ściągnął mi pory i wyrównał fakturę skóry. Magik!


Evree, handcare, instant help, krem ratunek dla rąk (klik)

Krem nawilżał dłonie i przynosił ulgę na kilka godzin. Sprawiał, że skóra była przyjemna w dotyku. Moje sucholce lubią takie gęste, treściwe i "ciężkie" konsystencje.


Podopharm Professional, krem do stóp z lipidami (klik)

Przez większą część wiosny o moje stopy dbał owocowo pachnący krem Podopharm, który ładnie nawilżał i wygładzał nieproblematyczne partie stóp oraz zauważalnie spowalniał proces rogowacenia naskórka na piętach i paluchach, z czym mam duży problem.


Lawendowa Farma, Kawa z Cynamonem, mydło ręcznie robione metodą na zimno (klik

To nie tylko mój hit tegorocznej wiosy; to mój ulubieniec wszechczasów. Ostry i skuteczny peeling kawowy, który nie brudzi brodzika i pięknie pachnie cynamonem, co w moim odczuciu czyni z tego mydełka kosmetyk idealny.


Flora by Gucci, Gorgeous Gardenia EDT (klik)

W tym kwiatowo-owocowym zapachu przechodziłam prawie całą wiosnę.


***
Przejdźmy do kolorówki i akcesoriów.

Beauty Blender (klik)

Nie mogło w zestawieniu zabraknąć mojego najlepszego przyjaciela do aplikacji kolorówki natwarzowej. Uwielbiam!


Najczęściej noszonymi przeze mnie cieniami były moje Ingloty (klik), zwłaszcza złotawa brzoskwinka 407 P. Ruszyło mnie sumienie, że tak leżą odłogiem (siedmiu cieni z tego zdjęcia już nie mam - beżu, złotka, turkusu, obu zieleni, różu i czerwieni).


Artdeco, All In One Panoramic Mascara (klik)

Fantastyczny tusz. Zdecydowanie pogrubia i uwidacznia moje rzęsy bez osypywania się, pandy i tego typu niespodzianek.


Giorgio Armani, lip maestro intensive velvet color, 504 (klik)
Obłędny kolor, piękne wykończenie, precyzyjny aplikator, doskonała trwałość, a to wszystko bez wysuszania ust. I najlepsze - ten wyrazisty kolor zjada się  bardzo równomiernie.


Shiseido, Lacquer Rouge, RD 529 (klik)

Ponieważ pogoda wiosną nie dopisywała, często sięgałam po boróweczkę na ustach. Aż ją zużyłam ;)


A na paznokciach najczęściej nosiłam koralową czerwień, na którą mam fazę. Zwykle Sally Hansen 13 Racey Rouge (klik)

piątek, 23 czerwca 2017

Anida, medisoft, emulsja micelarna do mycia twarzy

O emulsji przeczytałam u Basi (klik). Basia bardzo mnie swoim wpisem zainteresowała, więc przy okazji kupiłam własną butelkę w aptece Dbam O Zdrowie za poniżej 10 zł (kosmetyk był wtedy w promocji).


Produkt zamknięto w funkcjonalnej butelce ze sprawnie działającą pompką. Jeśli o konsystencję chodzi, sztuka Basi miała postać mleczka, moja - białej wody. Kosmetyk był na tyle rzadki, że zdarzało mu się uciekać mi z dłoni zanim nauczyłam się z nim obchodzić. Myjadło nie ma wyraźnego zapachu; nie pieni się.

Emulsję stosowałam dwojako - do porannego mycia twarzy, gdzie sprawdziła się doskonale, oraz do wstępnego rozupszczania makiajżu przed doczyszczeniem micelem i myciem twarzy czarnym mydłem afrykańskim. Z tym drugim zadaniem radziła sobie średnio. Podkład mineralny zmywała dobrze; żeby porządnie rozpuścić podkłady płynne oraz makijaż oczu, musiałam myć twarz emulsją dwukrotnie. Oddam temu kosmetykowi, że jest łagodny, nie podrażnia, nie obdziera skóry z warstwy hydro-lipidowej, ale do wstępnego rozpuszczania makiajżu wolę jednak olejki myjące. Kwestia osobistych preferencji.

Podsumowując, może emulsją aż tak zachwycona nie jestem, ale uważam, że to solidny, łagodny i przystępny cenowo kosmetyk. Nie wykluczam, że jeszcze się u mnie pojawi. Dodam, że jest o wiele skuteczniejsza niż popularny żel micelarny z Biedronki.

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Mango, Lady Rebel Rock Deluxe EDT

Nuty zapachowe:
nuta głowy: bergamotka, pomelo
nuta serca: gardenia, tuberoza
nuta bazy: paczula, balsam peruwiański, skóra 


Perfumy Mango poznałam dawno, dawno temu, jeszcze na studiach. W moje ręce wpadła mała próbka zapachu, dzięki której stwierdziłam, że jest ładny. Potem zrobiłam research i zostałam przyjemnie zaskoczona ceną psikadła (ok. 120 zł za 100 ml). A potem, w gorszych finansowo czasach, zdecydowałam się na flaszkę...

... która, jak widać, ma młodzieżowo-rockową stylistykę.

Kompozycja jest bliskoskórna, nieskomplikowana i, wbrew nazwie, grzeczna. Na sobie przez większość czasu trwania zapachu (a z mojej skóry ulatnia się całkowicie po 3-4 godzinach) czuję głównie nuty kwiatowe - najbardziej ładną paczulę i trochę gardenię - podszytę skórą. Ukochanej bergamotki mój nos nie wychwyca.

Moim zdaniem jest to ładny, niezobowiązujący zapach na co dzień. Jest przyjemny i nikogo na pewno nie poddusi, bo trzyma się blisko skóry. Nie szokuje trwałością, ale to przecież wersja niskobudżetowa. Swoją flaszkę z przyjemnością zużyję do końca, choć powrotu nie przewiduję, bo już z Lady Rebel po prostu wyrosłam...

Znacie?

czwartek, 15 czerwca 2017

Nails Inc, Elizabeth Bridge

Lakier był prezentem od Hexxany :*

Pojemność: 14 ml
Kolor: elegancki róż
Wykończenie: kremowe
Konsystencja: gęstawa; lakier niestety smuży
Pędzelek: szeroki, ścięty na półokrągło
Krycie: ponieważ lakier smuży podczas aplikacji, nie obędzie się bez przynajmniej dwóch warstw
Wysychanie: nie testowałam, użyłam wysuszacza (Essie, good to go)
Zmywanie: bezproblemowe
Trwałość: na moich miękkich paznokciach czasem dwa, a czasem trzy dni




This nail varnish was a gift from a friend.

Volume: 14 ml
Colour: elegant pink
Finish: cream
Consistency: thickish
Brush: broad, rounded on the sides
Opacity: a two-coater
Drying time: not tested (I used Essie good to go quick dry top coat)
Removing: no problems
Durability: 2-3 days on my soft, weak nails

niedziela, 11 czerwca 2017

Evree, handcare, instant help, krem ratunek dla rąk

Walka z wiecznie suchą skórą dłoni u mnie nigdy się nie kończy a chęć testowania coraz to kolejnych kremów nie przemija. Dlatego po przetestowaniu dwóch innych kremów Evree (w wersjach maxrepair oraz total nutrition), które spisały się u mnie dobrze-ale-bez-rewelacji, przyszła kolej na wariant instant help. I przyznać muszę, że z tej propozycji byłam naprawdę zadowolona.


Estetyczna, biało-czerwona tubka skrywa białą emulsję, gęstszą i treściwszą niż wyżej wspomniane tubki czerwona i różowa. Krem pozostawia na skórze wyraźnie wyczuwalny przez kilknaście minut film, co w moim przypadku jest jak najbardziej pożądane. Kosmetyk pachnie przyjemnie, słodko.

Produkt przynosił moim sucholcom natychmiastową ulgę na kilka godzin. Podczas jego stosowania skóra dłoni była przyjemnie gładka. I choć czas między potrzebą kolejnego smarowania się nie wydłużał uważam, że jest to naprawdę przyzwoity krem do rąk i cieszę się, że mam kolejną tubkę w zapasie.

środa, 7 czerwca 2017

Vivat ova! Vivat Beauty Blender!

Jajka. O ile je akceptujemy w swoich dietetycznych wyborach, potrafią dać nam wiele dobrego. Są dobrym źródłem  pełnowartościowego białka, zawierają nienasycone kwasy tłuszczowe, a także dostarczają nam witamin A, E, D i K, kwasu pantotenowego oraz wielu składników mineralnych. Ale nie o takie jajka rozchodzi mi się w dzisiejszym wpisie. Dziś pragnę skupić się na niezwykłym, magicznym, jajowatym "kawałku gąbki", czyli na Beauty Blenderze.

I przyznam się od razu, że jak wiele z Was (tak wynika z wpisów na blogach) nie za bardzo widziałam sens w wydaniu dość sporej kwoty na akcesorium, które nie ma (jak pędzle na przykład) kilkuletniej żywotności. Swoją pierwszą sztukę dostałam w prezencie od nieocenionej Kasi :*** 


Ten, kto wymyślił ten produkt, był geniuszem. Można aplikować nim - oczywiście najlepiej na mokro - zarówno podład (i zwykły, i mineralny), jak i korektor pod oczy i na niedoskonałości, bronzer, róż, a nawet puder wykończeniowy - słowem, zrobić cały makijaż twarzy. Wąski czubek doskonale sprawdza się pod oczami, wokół nosa i na niedoskonałościach, a półokrągłą dupką wystemplujemy twarz podkładem lub dokładnie rozetrzemy go na skórze. Róż zazwyczaj aplikuję bokiem jajka. Tak nałożona kolorówka wygląda naturalnie, bo wszystko ładnie stapia się ze skórą. No chyba że dany produkt do makijażu jest naprawdę beznadziejnej jakości.

Akcesorum zwiększa swoją powierzchnię po zmoczeniu, a wysychając na powrót się kurczy. Gąbeczka jest sprężysta, ale przyjemnie miękka w kontakcie ze skórą. Piorę ją olejkami pod prysznic (na przykład Isaną) i nie mam problemu z utrzymaniem jej w idealnej czystości. Ze swojej pierwszej (i na pewno nie ostatniej) sztuki korzystam niemal codziennie od początku tego roku i nadal jest w świetnym stanie, podzas gdy gąbeczki Real Techniques czy Blend It rozpadały mi się po 2-3 miesiącach użytkowania. Nie zrozumcie mnie źle - one też są niezłe, zwłaszcza pod względem efektów jakie można nimi uzyskać, ale Beauty Blender wyraźnie je wyprzedza w kwestii jakości. Jest bardziej miękki, elastyczniejszy i oporny na uszkodzenia.

Zwykły kawałek gąbki? Nie sądzę. Dla mnie Beauty Blender jest o wiele lepszy niż jakiekolwiek pędzle do makijażu twarzy, choć i po nie oczywiście sięgam. Dużo, dużo rzadziej...

poniedziałek, 5 czerwca 2017

A-England, Tristam

Lakier A-England podarowała mi kochana Hexxana. Kilka lakierów marki miałam okazję widzieć na żywo, ale na paznokciach nosiłam ich przestawiciela po raz pierwszy.

Zanim znów mi ktoś zwróci uwagę w komentarzu, środkowy palec (skórka) miał nieprzyjemne spotkanie pierwszego stopnia z klamką od drzwi, kiedy zmaszyście w nią uderzyłam (i sama do tej pory nie wiem, jak to się stało). 
Pojemność: 11 ml
Kolor: granat z holograficznymi drobinkami
Konsystencja: w sam raz
Pędzelek: klasyczny
Krycie: dwuwarstwowiec
Wysychanie: nie testowałam, użyłam wysuszacza (Essie good to go)
Zmywanie: bez problemów
Trwałość: z moich miękkich paznokci zaczyna odpryskiwać drugiego dnia


W normalnym świetle drobinki wyglądają na srebrne, ale znajdźcie źródło ostrego światła, a zobaczycie to:


I got this nail varnish from a friend.

Volume: 11 ml
Colour: dark blue with holographic glitter
Brush: classic
Coverage: a two-coater
Drying time: not tested; I used Essie good to go top coat
Removing: no problems
Durability: only 2 days on my weak, soft nails
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...