niedziela, 28 maja 2017

Maybelline, Instant Anti-Age, The Eraser Eye (light)

Sławny korektor Maybelline, którego uwielbia chyba cały zagraniczny youtube, trafił do mnie dzięki uprzejmości Justyny :* Ze wzgędu na jego niesłabnącą legendę miałam dość wysokie oczekiwania. Dlaczego? Otóż od lat już ponad trzech borykam się ze sporymi, niebieskimi zasinieniami pod oczami spowodowanymi niedosypianiem i stresem (dziecko + prowadzenie pensjonatu, kiedy w sezonie 5 godzin snu na noc to luksus) oraz zmarszczkami. Tym ostatnim nie ma się co dziwić oczywiście, wszak za niecałe trzy tygodnie stuknie mi 31 rok... Piszę to wszystko po to, abyście wiedzieli, jakie mam oczekiwania od korektora pod oczy. Ma kryć, nie wysuszać i nie zbierać się w liniach, a dodatkowe rozświetlenie okolic oczu jest bardzo mile widziane.

The Eraser Eye spełnił tylko część tych oczekiwań...


Opakowanie kosmetyku nie przypadło mi do gustu. Wprawdzie wszystko działało sprawnie i fajne jest to, że na bieżąco widać stopień zużycia produktu, ale ten gąbkowy aplikator mnie przerażał. Oczyma wyobraźni widziałam zamieszkujące go kolonie bakerii, więc pozbyłam się go po dosłownie kilku użyciach i po prostu wykręcałam sobie pożądaną ilość korektora na gąbeczkę jajko - mój preferowany sposób aplikacji.

W moim przypadku mazidło okazało się wydajne, ale stosowałam je tylko pod oczy, nie na pół twarzy, i w nieprzesadzonej ilości. Dlatego te 6,8 ml wystarczyło mi na ponad pół roku codziennego stosowania. Korektor przez cały ten czas nie zmienił swoich właściowości. A oddam mu to, że ma przyjemnie lekką, niewysuszającą formułę i po delikatnym przypudrowaniu nie zbiera się w zmarszczkach. To na plus.



Nie oznacza to jednak, że produkt kupił mnie w każdym aspekcie. Niestety odcień light nie należy do najjaśniejszych. Zerniknijcie na zdjęcie ze słoczami. Widać, że jest nieco ciemniejszy od preferowanej przeze mnie jasności korektorów (przez co o rozświetleniu w moim przypadku nie ma mowy), i że wpada w żółć. Po dokładnym wklepaniu to, że jest nieco dla mnie za ciemny nie rzucało się w oczy, chyba że ktoś uważnie i intensywnie się przypatrywał.
No i kwestia bardzo dla mnie istotna: korektor ma w moim odczuciu krycie lekkie do średniego. Nie radził sobie z moją siną doliną łez i w to miejsce musiałam dokładać coś bardziej kryjącego.

Ze względu na lekkość i przyjemną konsystencję korektora The Eraser Eye mogę go polecić osobom o nieco ciemniejszej ode mnie karnacji, szukającym lekkiego wyrórwnania kolorytu skóry pod oczami bez jej obciążania, i którym nie zależy na wysokim kryciu.

43 komentarze:

  1. Też mam duże sińce pod oczami i również oczekuję od korektora super krycia i trwałości. Nadal poszukuję ideału, a obecnie używam tego z l'orela :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i jak? czy L'Oreal do ideału się zbliżył?

      Usuń
  2. Ja jestem zachwycona korektorem clarins, zaczelam od miniatury ale szybko pobieglam po pelnowymiarowy. W koncu znalazlam korektor, ktory lubie uzywac

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem zadwolona, wygladam swiezo i na wypoczeta i do tego jest swietna baza pod cienie. Wiesz co, najlepiej byc przetestowala go na aobie, bo na rece nie wyglada tak super jak pod okiem.

      Usuń
    2. będę mieć go na uwadze. dzięki :)

      Usuń
  3. Kolor zdecydowanie nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. te korektory powinny byc zdecydowanie jeszcze dostepne w jasniejszych odcieniach ... tak jak w stanach... :)

    OdpowiedzUsuń
  5. kolor faktycznie przydałby się jaśniejszy, chociaż żółć, a nawet pomarańcz ładnie neutralizuje ewentualne sińce ;-) mam ochotę na ten korektor ale już widzę, ze jednak jaśniejszy odcień bardziej by mi odpowiadał.. to jednak problem.. bo w Polsce nie ma go wcale :-|

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moim zdaniem nie ma nad czym płakać. ten korektor to nie jest jakieś objawienie...

      Usuń
  6. Właśnie go wykańczam. Też miałam duże oczekiwania, biorąc pod uwagę jak zagramanica trąbiła o jego wspaniałości. Niestety kryje bardzo słabo i w efekcie nawet tuż po jego nałożeniu wyglądam na zmęczoną :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja dokładam innego korektora, żeby uniknąć tego efektu :/

      Usuń
    2. Ja po prostu zużyję go do końca i wrócę do jednego z moich ulubieńców z Catrice.

      Usuń
  7. ja baaardzo rzadko używam korektora pod oczy. tylko lekkie podkład mineralny lub krem bb. na pewno fajnie jest prowadzić pensjonat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. praca w usługach bywa przyjemna, ale też bardzo stresująca - zwłaszcza jeśli trafi się na upierdliwych klientów. jak to w tej branży ;) nie mogę narzekać, ale niedosypianie bardzo się na mnie odbija

      Usuń
    2. rozumiem, ludzie są różni .

      Usuń
  8. Czyli nie jest aż tak doskonały jak go malują. Też już wiem co to zmarszczki, bo na budziku wybiło 36 lat ;) Cały czas się trzymam korektora mineralnego z Lily lolo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dla mnie on niestety jest pod oczy za suchy i za mało kryjący :( ale na wypyski super!

      Usuń
  9. Zużyłam dwa opakowania i bardzo dobrze go wspominam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam go na celowniku, ale obawiam się czy nie będzie podkreślać moich zmarszczek :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie po przypudrowaniu nie podkreśla :)

      Usuń
    2. Niuniu kochana, z pełnym szacunkiem , dziesięć lat różnicy jednak robi różnicę :* ale spróbuję przy okazji jakiejś :D

      Usuń
    3. wiem, wiem. mimo wszystko sama zetknęłam się z korktorami dużo bardziej chcącymi zbierać się w zmarszczkach, nawet takich drobniejszych ;) chociażby mój ukochany liquiud camouflage z Catrice, muszę go porządnie utrwalać, ale daje mi krycie, jakiego potrzebuję ;)

      Usuń
  11. kurczę, myślałam, że lepiej kryje, a tu w sumie słabiak :/ liquid camouflage z catrice w porównaniu do niego wypada o niebo lepiej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. liquid camouflage kryje bez porównania lepiej!

      Usuń
  12. Efekt całkiem całkiem, choć oczekiwałam lepszego krycia. Hmm...
    PS Jako że tematyka mi bliska, pozwalam sobie zaobserwować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie wiem czemu, ale w ogóle byłam przekonana, że on super kryje. a jednak nie...

      bardzo mi miło! zapraszam :)

      Usuń
  13. Szkoda,że kiepski. Ja mam swojego ulubieńca z Lumene!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może nie kiepski, ale lepszy dla osób o nieco ciemniejszej ode mnie cerze i nie wymagających dużego krycia ;)

      Usuń
  14. Oj ja też nie lubię takich gąbkowych aplikatorów ;). Nigdy ich nie używam tylko nabieram korektor na osobną gąbeczkę ;).

    OdpowiedzUsuń
  15. Hmmm szkoda. Polecam Ci paletkę korektorów Loreala, sińce są przykryte ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z tej marki mam korektor true match na celowniku :)

      Usuń
    2. Uprzedzam, że TM jest bardzo suchy :(

      Usuń
    3. no to najwyżej będzie to jednorazowa przygoda ;)

      Usuń
  16. Kupiłam ten korektor jak tylko przyjechałam do UK, tyle się o nim naczytałam swojego czasu, że jawił się jako CUD. No i niestety, nie udało się a z kolei te kilka lat temu nie miał zbyt wielkiego zadania przed sobą. Teraz jest różnie, szybciej wychodzi zmęczenie....
    Aplikator też mi się nie podobał.

    Bardzo sobie chwalę korektor pod oczy z Narsa, Senny, Chanel (ten ostatni jest prawdziwym odkryciem ze względu na formułę). To moje pewniaki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a Narsa teraz i ja będę miała okazję przetestować, yay :)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli podzielisz się swoją opinią :)

Bardzo proszę o niepozostawiane komentarzy typu: "Fajny blog. Obserwuję i liczę na to samo". Nie reaguję na agresywną autopromocję, więc nie spamuj, a ja nie będę musiała cenzurować :)

UWAGA: komentarze w postach starszych niż 7 dni są moderowane. Zmusił mnie do tego zalew automatycznie generowanych komentarzy, mających na celu reklamowanie różnych stron internetowych.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...